Mieszkanie jak mieszkanie…

migdałyRozdział III

Wysiedli z samochodu i ruszyli. Przodem, jak w parze, szedł Aram z nieustępliwym kolegą. Pokonali dwa piętra i stanęli przed drzwiami. Sulej wsunął klucze w zamek i przekręcił. Mieszkanie wyglądało trochę gorzej niż na zdjęciach jednak nie na tyle, aby się rozczarować. Składało się z dwu sypialni salonu kuchni i łazienki. Była zdecydowana. Jednak nie wiedziała jak wybrnąć z sytuacji. Nie mogła pokazać, że jej zależy. Z drugiej strony wiedziała, że Jerzy dysponuje zdecydowanie większą gotówką niż ona. W zasadzie miała wyliczoną kwotę oraz trochę na start. Mogła z tego w ostateczności zrezygnować i postawić wszystko na jedną kartę. Jakoś chyba przeżyje. Tak więc kręciła głową niby to w dezaprobacie, czepiała się szczegółów, wskazywała, co jest do odnowienia, co do wyrzucenia, na koniec zapytała, ile daje drugi oferent.
– Dwa tysiące więcej niż było w ogłoszeniu – odparł krótko Sulej.
Zrobiło jej się ciepło, zaczęła się pocić.
– Dobrze dam pięćset więcej. Czy to załatwia sprawę?
Arab pokręcił głową. Jedźmy do biura, spotkamy się wszyscy razem i ustalimy ostateczną cenę.
Droga zajęła im dziesięć minut. W biurze nie było nikogo. Sulej wyjął telefon i wyszedł do drugiego pokoju Domyśliła się, że będzie dzwonił do Jerzego.
– Zaraz będzie, poszedł tylko coś zjeść – poinformował, kiedy wrócił
Zastanawiała się jak zareagować, kiedy pojawi się tutaj w tych drzwiach, zapewne będzie zaskoczony. Miała więc przewagę i trzeba będzie to wykorzystać – myśli piętrzyły się w głowie
Aram w tym czasie siedział przy laptopie i coś tam sprawdzał w Internecie, w międzyczasie odbierał teflony. Sulej zaproponował marokańską whisky, czyli mocną i mocno słodzoną miętową herbatę. Proponując, uśmiechnął się. W Maroku nie spożywano alkoholu i praktycznie nie można go było dostać, choć kraj ten jest wielkim eksporterem win – sprzedają tylko europejskim pijakom pomyślała. Herbatę im bardziej ceniono gościa tym bardziej robiono słodką. Była cholernie słodka, jednak kompletnie nie wiedziała ile to dla nich mało a co już jest miętowym miodem, w każdym razie była jak ulepek. Czuła to, tym bardziej że nie słodziła żadnych napoi. Kiedy skończyła pierwszy kieliszek, a Sulej nalewał następny, rozległo się pukanie. Poderwała się nagle, jakiś bezwiedny impuls jak w doświadczeniu Pawłowa to sprawił. W biurze był jeszcze jeden pokój, rzuciła się w jego stronę.Wpadła zatrzaskując za sobą drzwi. Nawet nie miała czasu spostrzec zdumionych twarzy obu Arabów. Ktoś próbował wejść. Odruchowo zablokowała ciałem drzwi. Przez szparę zobaczyła siłującego się z nią Suleja, krzyczał coś po arabsku.
– Co Pani wyprawia — Krzyknął wreszcie po angielsku.
Wtedy właśnie chwyciła go za rękaw, odsunęła się i wciągnęła do środka, ponownie zatrzaskując drzwi. Przyłożyła  szybko palec do ust.
-Ciii – szepnęła.
– Co pani wyprawia – powtórzył spokojniej.
– Ten facet — wskazała ręką na drzwi — on nie może mnie zobaczyć.
Arab miał duże czarne oczy, piękne jak studnie — zanotowała w pamięci. Jego czapka przekrzywiła się na lewa stronę. Poprawił szybko.
– Niech pan posłucha. Chcecie licytacji ok. Ja będę tu w tym pokoju, zadzwonicie do mnie i będziemy na linii negocjować. Patrzyła głęboko mu w oczy i była pewna, że facet bierze ją za wariatkę.
– On nie może mnie zobaczyć. Proszę — dodała, miękko wachlując szybko rzęsami. To zazwyczaj działało, jednak nie wiedziała, czy w tym kraju. Stał jeszcze przez chwile osłupiały. Zza drzwi dochodziły już odgłosy rozmowy, Aram próbował rozmawiać z Jerzym po rosyjsku.
– Proszę, powtórzyła jeszcze spokojniej.
Sulej wygładził swoją suknię, jeszcze raz poprawił czapkę…i wyszedł z pokoju.
Przyłożyła ucho do drzwi. Arab coś tłumaczył Jerzemu. Zrozumiała, że pokazuje papiery dotyczące mieszkania. Po chwili zaproponował herbatę ciekawe czy tak samo słodką pomyślała. Przez chwilę panowała cisza, pewnie oglądali papiery.
– Ok, wygląda, że wszystko w porządku – usłyszała słowa Jerzego. To była dobra wskazówka. Co by nie powiedzieć Jerzy na rynku nieruchomości był fachowcem. Ich biuro pośredniczyło również w sprzedaży za granicą wprawdzie jedynie w krajach ościennych, ale skoro chciał sam kupić to mieszkanie, to na pewno dobrze się przygotował. Nagle odezwał się dzwonek w jej telefonie. Cholera zapomniała ściszyć. Zaplątała się jeszcze przy próbie otwarcia torebki, zamek się zaciął, drugi dzwonek, trzeci, szlag by to. Zamek nareszcie puścił. Zagarnęła ręką w torebce, namacała telefon, wyciągnęła, na podłogę spadły majtki, nacisnęła zieloną słuchawkę.
– Hallo. W tym momencie otworzyły się drzwi, uderzając ja boleśnie w głowę, telefon wypadł, odskoczyła. W drzwiach stał Jerzy, za nim Aram i trzymał się za głowę, kiwając to w lewo to w prawo, jakby to on oberwał tymi drzwiami.
– Co tu się dzieje?! – Mówiąc to, spojrzał na nią. Początkowo jego twarz wyrażała zupełnie nic. Po chwili jednak jego oczy stały się jak dwie wielkie monety.
-Ewa? Jezu skąd ty tutaj?
– Ja? – postanowiła przystąpić do ataku. – A co Ty tu robisz? Chcesz kupić moje mieszkanie?
– Ale, ale..zająknął się – w tym momencie jego wzrok padł na leżące na podłodze białe koronkowe stringi. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe o ile to możliwe, po czym jego twarz spogodniała i nawet pojawił się cień uśmiechu.
– No! No proszę, nie myślałem, że ci aż tak na tym zależy, nie znałem cię od tej strony. Wydawałaś mi się tak niedostępna, że nawet nie próbowałem. Długo tu siedzieliście razem?
Poczuła, jak jej twarz czerwienieje. Co za kretyńska sytuacja. Już widziała ten sensacyjny dzień, kiedy całe biuro będzie żyć jej majtkami leżącymi w pokoju, w biurze, w towarzystwie dwu mężczyzn gdzieś na początku arabskiego świata.
– Zamknij drzwi. Musimy porozmawiać.
Jerzy odwrócił się.
– I’m sorry gentlemen. I need to talk to this lady. Ewerything w’ll be fine.
Zamknął drzwi.
– Zamieniam się w słuch – powiedział, rozkładając otwarcie ręce.
– Mieszkanie w tak okazyjnej cenie znalazłam ja. Pomysł kupienia go i wynajmowania turystom też był mój.
– Znalazłaś przez przypadek, więc…
– To niczego nie zmienia – przerwała mu. Ja znalazłam, ja wymyśliłam.
– Nie sądziłem, że będziesz chciała zrealizować ten pomysł rzuciłaś go luźno na forum wszyscy z firmy to słyszeli.
– Ale tylko ty zachowałeś się parszywie. Słyszałam twoją rozmowę przez telefon.
– Nie wiem, o jakiej rozmowie mówisz.
– Czytałam też maila.
– Dobra. Co proponujesz?
– Wycofaj się.
Uśmiechnął się — trochę wydałem na ten przyjazd.
– Zwrócę ci.
Pokręcił głową — nie przekonujesz mnie. Wyjazd to grosze. A ja pytam, co z tego będę miał – zauważyła, jak zerknął znowu na leżące na podłodze majtki.
– Zróbmy tak. Ty rezygnujesz, ja ogarnę tu wszystko i poszukam drugiego mieszkania za równie śmieszną kwotę. Tu na miejscu będzie jeszcze łatwiej.
– Nie wiem, czy mogę ci wierzyć.
– Dobrze powiem ci coś. Uciekłam z domu.
Zmarszczył czoło.
– To znaczy?
– Normalnie! Zostawiłam Marka. Zamknęłam rozdział. Wyjechałam i nie chcę, aby ktoś wiedział, gdzie jestem.
– Chcesz powiedzieć, że się po prostu spakowałaś i wyjechałaś?
– Tak zostawiłam tylko list, w którym się pożegnałam na zawsze.
Pokręcił głową – Jezu nie wiedziałem, że mam pod bokiem taką szaloną kobietę.
– Ja szukam ci mieszkania, ty trzymasz język za zębami i nie rozpowiadasz, gdzie można mnie znaleźć.
Pokiwał głową czuła, że go przekonuje.
– Dobrze mógłbym się zgodzić. Jeśli nie kłamiesz – zaznaczył.
– Nie kłamię, możesz zadzwonić do Marka. Udasz, że martwisz się, bo nie przyszłam do pracy.
– Ok wierzę ci. Jesteś szalona – dodał po sekundzie, uśmiechnął się, podrapał po czole, jakby zyskując na czasie. Wiesz mieszkam tu niedaleko w hotelu. Skoro mamy wspólny dill i tajemnicę to wpadnij do mnie na kolację.
Podniosła majtki, schowała do torebki. Przysunęła się do jego ucha i powiedział szeptem.
– Czemu nie.
– Zaczynasz mi się podobać – zaśmiał się tym razem głośno. Dobra jesteś!
– Cieszę się, że się dogadaliśmy, a teraz chodźmy do naszych arabskich pośredników.
Zrobił przejście i wskazał ręką na drzwi.
– Proszę Pani pierwsza.

Aram i Sulej siedzieli przy małym stoliku i popijali herbatę. Wyglądali o dziwo na całkowicie rozluźnionych. Wietrzyła w tym jakiś podstęp.
Kiedy otworzyły się drzwi, podnieśli się ze swoich siedzeń. Byli uśmiechnięci, jakby nic się nie stało.
Spojrzał na Jerzego.
– Panowie! Doszliśmy do porozumienia, wycofuję się z tej oferty. Sądzę, że nie będzie to dla panów wielkim zawodem.
– Pokręcili głową przecząco, nadal usłużnie się uśmiechając.
– No problem – odparł Sulej.
– Cieszę się. W takim razie finalizujmy umowę sprzedaży, pani chce podpisać — Jerzy wskazał na mnie ręką.
– Ok mamy przygotowaną – Sulej wziął z biurka plik dokumentów i podał Jerzemu. Przeleciał szybko tekst.
– Ale tu jest cena 40 tysięcy euro, a nie jak było pierwotnie 27.
– Arab wzruszył ramionami.
Kolejny raz tego dnia przeleciała przez nią fala gorąca. Jerzy spojrzał na nią pytająco.
– Sprawdziłeś wszystko dobrze? Nie ma jakiegoś haka? – Zapytała.
– Jeszcze przed przylotem, a i tu na miejscu – potwierdził.
– Pożycz mi 23 tysiące.
– Poczekaj – Przejrzał jeszcze raz umowę tym razem wnikliwiej. Rzucił na stolik.
– Możemy dać, maksymalnie 30 tysięcy.
– Trzydzieści pięć – stanowczo powiedział Sulej.
– Trzydzieści dwa
Trzydzieści trzy i jest ok – Arab wyciągnął rękę.
-Jerzy przez chwilę się wahał. Chyba udawał.
– Dill – przybił i uścisnęli sobie ręce.
Od tego momentu sytuacja całkowicie się rozluźniła. Sulej i Aram natychmiast zaparzyli nowy czajnik herbaty. Uśmiech gościł na wszystkich twarzach. Obserwowała wszystko jakby jej tam w ogóle nie było jak jakiś film i podobało się jej, nawet nie myślała, jak Jerzemu odda te pieniądze.
Kiedy wyszli z biura, w dłoni ściskała klucze od mieszkania.
– To, co może być o dwudziestej?
– Co o dwudziestej?
– No nasza kolacja.
– Jasne, będę punktualnie.
– Gdzie się zameldowałaś?
– Jeszcze nigdzie – odparła zgodnie z prawdą – Zresztą przecież mam tu swoje mieszkanie.
– No chyba jako właścicielka mieszkania w Marrakeszu nie masz zamiaru spać na podłodze. Zresztą masz jeszcze do załatwienia przepisanie prądu i wody. Na pewno są odłączone.
– Tak, i tu mnie przekonałeś. Muszę czegoś poszukać na tę noc.
– Szkoda pieniędzy, ja mam pokój.
– Kusząca propozycja. Przemyślę.
– Nad czym tu myśleć?
Czuła, że będzie ciężko się uwolnić od niespodziewanego towarzysza.
– Na razie to ruszam na zakupy – strzeliła.
– Chyba nie masz zamiaru łazić po Medynie sama.
– Tak. Mam tu jeszcze coś do załatwienia, jeszcze jedno spotkanie.
– Mogę ci towarzyszyć.
– O nie, wszystkich moich tajemnic handlowych nie będziesz znał, i tak wiesz już za dużo.
– Zaskakujesz na maksa pokręcił głową.
Wzruszyła ramionami.
– Sama się zaskakuję. Dobrze więc o dwudziestej gdzie ten hotel?
Wyjął jakąś kartkę tylnej kieszeni.
– Tu masz folder, trafisz bez problemu.
Spojrzała, przewróciła stronę.
– Dobrze a numer pokoju?
– Zapomniałbym, szesnaście.
– Ok to do wieczora. Tu mam samochód wskazała na różowego reno twingo. Kiedy byli po drugiej stronie ulicy.
– Dobrze więc do wieczora.
– Może jak będę znudzona, to wpadnę szybciej – powiedziała przez otwarte ono, siedząc już w samochodzie.